Zaczynam biegać

Wpis

poniedziałek, 10 stycznia 2011

"Zacznę biegać"

...pomyślałem sobie tydzień temu. Czemu?

#1 Mięsień piwny

Oj wyhodowałem sobie. Miłość do piwa, siedzący tryb życia i napychanie się jedzeniem zrobiły swoje. Gdy w sierpniu 2010 waga bezlitoście zatrzymała się na wadze 88 kg (przy wzroście 175 cm) stwierdziłem, że trzeba coś z tym zrobić (ale o tym jeszcze później).

#2 Trzeba coś kuźwa zacząć ze sobą robić !

Mam 24 lata, jeszcze rok i z biologicznego punktu widzenia moje ciało osiągnie swoje maksimu sprawności. Tyle, że w moim wypadku to maksimu to absolutne dno i dwa metry mułu. Nie jest to nowe odkrycie. Już przed wakacjami wspinając się na piąte piętro swojego wydziału po schodach myślałem, że dostanę ataku serca i postanowiłem coś z tym zrobić (o tym jeszcze później)

Dosyć!

Trzeba się wziąć za sport - tylko jaki?

Sporty sezonowe mnie nie interesjuą - potrzebuje czegoś co można robić cały rok. Ja wiem jak to póxniej wygląda: kupuje się sprzęt, uprawia się sport, a w następnym sezonie okazuje się, że albo nie ma czasu, albo nie ma pieniędzy, a zazwyczaj nie ma ani tego ani tego.

Coś co mogę robić w tygodniu- uprawianie sportu przez dwa dni w tygodniu raczej nie doprowadzi mnie do jakiegoś szczególnego wzrostu wydolności i spadku wagi.

Koszty- sorry, jestem sknerą, nie zainwestuję w coś tysiąca złotych jeżeli nie będę absolutnie pewien, że to jest to.

Tak odrzucając kolejne sporty (narciarstwo, snowboard....) zostało mi właściwie tylko pływanie, rower i biegania.

W pływaniesię już kiedyś bawiłem. 3 razy w tygodniu ciągłego pływania. Zaletą jest to, że właściwie nie potrzebują żadnego sprzętu, wadą to, że płaci się, za samą możliwość pływania. Zakładając, że chcę trenować przez plus minus 5 dni w tygodniu wychodzi na miesiąc 5*7zł*4tyg=140zł.

Niby nie jest źle ale z drugiej strony po 10 miesiącach to już 1400 zł, a za to mogę już mieć całkiem przyzwoity rower. Poza tym dochodzi ograniczenie czasowe bo to minimum 1,5 h dziennie, z czego tylko połowa to rzeczywiste pływanie. Reszta to dojście, rozebranie się, prysznic,ubranie się, powrót. Przy ciągle jeszcze trwających studiach i pracy na pół etatu jest to niewykonalne.

Rower?Jednorazowy koszt co prawda, ale później można już jeździć do woli. Tutaj niestety rodzi się problem logistyczny - gdzie go trzymać? Mieszkam w bloku więc mam do wyboru piwnicę balkon albo klatkę schodową. Balkon odpada - taszczenie ubłoconego roweru przez cały dom, a później jeszcze próba wciśnięcia go na balkon? I to codziennie!? Sorry ale nie.... Piwnica to z znowuż czas: przyjść otworzyć kłódkę, zamknąć, wytargać i później to samo. Zostaje  klatka schodowa, która często jest miejscem spotkań towarzyskich różnych osobistości z upośledzoną kulturą osobistą. Wskazuje na to -może nie nagminne- ale często spotykane ślady w postaci puszek po piwie, soczkach, małpkach i przypalonych zapałkami sufitach. Zaufać i drżeć o to żeby przypadkiem ktoś nie próbował sobie ostrzyć noża siodełkiem? Nie dziękuję!

Zostaje bieganie...

 

Ciąg dalszy nadejdzie....

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
chariotsoffire
Czas publikacji:
poniedziałek, 10 stycznia 2011 21:27

Polecane wpisy